Chłopczyk w kącie

Są dwie szkoły: jedna bronowicka, druga nowohucka. (Ma Warszawa dwie szkoły: otwocką i falenicką, może mieć i Kraków swoje)

Przedstawiciele jednej krzyczą: NIE KARAĆ, bo dziecku pozostanie trauma do końca życia. Będzie karało swoje dzieci i tak z pokolenia na pokolenie urośnie nam homo sapiens karany i karzący. Poza tym dziecko może nabawić się kompleksów itd. itp. Lepszy jest system nagród i zachęt.

 

Drudzy przekonują – KARAĆ! Dziecko, które świadomie postąpiło źle, wbrew ustalonym w rodzinie zasadom, powinno ponieść karę. To je zmobilizuje na przyszłość do przestrzegania zasad i uświadomi nieuchronność kary.

Ja wybieram trzecią szkołę – krowoderską: karać, ale mądrze i nagradzać – rozsądnie.

Dziś o karach. Już na samym początku odrzucam kary cielesne. Niedopuszczalny jest nawet klaps. Nie chcę się zagłębiać w to zagadnienie, chyba, że coś mnie do tego skłoni, jakiś obraz bitego dziecka przez rodzica na ulicy. Nie należy również wrzeszczeć na dziecko i używać wulgarnych słów. Nigdy!

Nie do przyjęcia jest również karanie dziecka do ukończenia przez nie jednego roku życia. Przy czym traktuję ten okres umownie. Głównie chodzi o wiek, w którym dziecko zrobi coś złego świadomie. Podkreślam – świadomie! Nie wolno karać dziecka za przypadkowe lub niezależne od woli dziecka zdarzenie. Przede wszystkim musimy być pewni, że dziecko zna i stosuje przyjęte zasady. Ich świadome naruszenie powinno spotkać się z karą.

Często dziecko sygnalizuje rodzicom, że coś chce zrobić wbrew znanym mu zasadom i obserwuje reakcję dorosłych. Bada w ten sposób, na ile może sobie pozwolić. Nie możemy być na to obojętni. Powinniśmy uprzedzać dziecko, że to, co chce zrobić jest złe. Jest to również okazja, żeby bez potrzeby karania uczyć naszego maluszka, co jest złe.

Uważam, że chowanie dziecka bez stosowania kar, jeśli na to zasłuży, jest błędem. Przy starszym dziecku szybko dojdziemy do chowania bezstresowego, a dziecko dojdzie do wniosku, że „hulaj dusza, piekła nie ma”, że wszystko mu wolno. Nie możemy zapomnieć, że psychika małego dziecka nie jest jeszcze w pełni dojrzała i nie potrafi ono ocenić do jakiego stopnia jego zachowanie jest poprawne i nie przekracza granicy, za którą jest dobro innego człowieka – dziecka lub dorosłego. Najpierw więc dziecko uczymy przestrzegania tych zasad i wyjaśniamy dlaczego nie wolno bić innych dzieci, zrzucać talerzyka ze stołu, ciągnąć kota za ogon, a potem wymagamy przestrzegania tych zasad. Nie sądźmy, że bezstresowe wychowanie da w rezultacie dobrego i wrażliwego dorosłego człowieka. Niestety, należy się spodziewać, że dziecko chowane bez kar za przekraczanie ustalonych zasad, w życiu dorosłym będzie egoistą, egocentrykiem pozbawionym empatii wobec innych, z rodzicami, współmałżonkiem i dziećmi włącznie.

(Ale się rozpędziłam – mówimy przecież o naszych malutkach, które nie ukończyły jeszcze trzeciego roku życia. No, ale „czym skorupka za młodu nasiąknie …”)

Jak postępować, gdy dziecko coś spsoci, jak karać małe dziecko?

Zacznijmy od tego, że dziecko musi wiedzieć, że źle postąpiło. Należy mu zatem to powiedzieć. Spokojnie, ale stanowczym tonem. Nasze zachowanie musi również dać dziecku sygnał, że jego złe postępowanie traktujemy poważnie. Poza tym kara musi nastąpić natychmiast po złym zachowaniu. Dziecko musi samo skojarzyć karę jako następstwo jego złego zachowania.

Małe dzieci bardzo potrzebują przytulania, noszenia na rękach, jednym słowem - bezpośredniego fizycznego kontaktu z najbliższymi dorosłymi. Pozbawienie tego jest dla dziecka dotkliwą karą. Jeżeli zatem postąpi źle (np. celowo uderzy rodzica, celowo rozbije kubeczek, celowo wyleje picie), będąc na ręku, należy – mówiąc, że postąpił źle – odsunąć je od siebie, postawić na podłogę, posadzić w wózku lub odstawić do kojca. Karą dla małego dziecka może być również odmowa dania mu ulubionego smakołyku.

Trzeba dziecku powiedzieć, że jest nam przykro, że nas boli, ale nigdy nie wolno dziecku powiedzieć, że się go nie kocha. Nawet jeżeli postąpi źle.

Repertuar kar rośnie wraz z wiekiem dziecka. Dotkliwą karą może być zakaz oglądania ulubionej bajki, odmowa czytania książeczki, czy wspólnej zabawy. Bardzo dotkliwą karą jest tzw. „ławka kar”, kiedy dwu- czy trzylatek, po złym zachowaniu, musi sam usiąść na „ławce kar” i tam pozostać przez dwie, trzy minuty (w zależności od wieku malucha). Dla winowajcy jest to bardzo długi czas i uświadomi, że postąpił nagannie i że rodzice nie będą tolerować takiego zachowania. Natomiast karą nie może być np. posprzątanie zabawek, czy pójście spać.

Każda mama, każdy rodzic zna swoje dziecko i wie w jaki sposób je ukarać i jaka kara będzie dla niego dokuczliwa. Pamiętać jednak musimy, że kara nie może być zbyt dotkliwa, stosowana z bardzo błahego powodu, zbyt często, trwać zbyt długo i nie może w dziecku wytworzyć przekonania, że przestaliśmy je kochać, bo zrobiło coś źle. Nadużywanie kar tak samo szkodzi, jak ich brak. Warto pamiętać, że duża aktywność dziecka jest zachowaniem naturalnym, ba – koniecznym do prawidłowego rozwoju. Nie możemy zatem ustanawiać zasad, że dziecko ma bawić się tylko spokojnie i cicho.

Kiedy dziecko zacznie mówić, uczmy je słówka: „przepraszam” za złe zachowanie. I przy tym drobna uwaga, po takim „przepraszam” nie możemy z radości i miłości powiedzieć dziecku: „nic się nie stało”. To błąd bardzo często popełniany przez rodziców, bo wówczas dziecko pomyśli, że zostało ukarane „za nic”.


Zdjęcia Malutków

Brak grafik