Stało się, zostałem dziadkiem. Pewnego sierpniowego wieczora dostałem od syna wiadomość: „Tato, jesteś dziadkiem”. Przecież od prawie dziewięciu miesięcy wiedziałem, że ten moment nastąpi, ale jakoś wydawało mi się, że to odległa perspektywa i że tym dziadkiem zostanę … w każdym razie dużo później. Poczułem się staro. „Dziadek” – brzmi przygnębiająco. Tu człowiek chciałby jeszcze poszaleć, ogląda się za „pokusami”, a teraz może od tych ślicznych i zgrabnych „pokus” usłyszeć – „spadaj dziadek”. Jestem dziadkiem. Fatalnie.

 

Pojechałem przywitać się z tym sprawcą mojego nieszczęścia. Właśnie przywieźli go ze szpitala. Jakiś taki mały, pokurczony, z czerwonymi plamami na pyzatej buzi. To ma być mój wnuk? Trudno, muszę go zaakceptować. Nie mam wyjścia. Kiedy zostaliśmy sami postanowiłem mu się zrewanżować za to moje „dziadostwo”.

- Cześć „stary” - powiedziałem do niego.

Otworzył oczy i wydawało mi się, że spojrzał na mnie, a potem wykrzywił buzię, jakby coś chciał do mnie powiedzieć. Wtedy pierwszy raz przeszła mi przez głowę myśl, że może mój wnuk jakoś będzie chciał się ze mną porozumiewać od samego początku, zanim nauczy się mówić. Może znajdzie jakiś sposób. Tylko czy ja będę go rozumiał?

Odpowiedź przyszła błyskawicznie. Maluszek nagle zaczął stękać, kręcić się wyginać, otwierać i zamykać oczy. W końcu wydał z siebie jakiś krzyk.

- Jemu coś jest – wrzasnąłem i poczułem się głupio. Po co ta panika? Mama i tata są blisko. Poradzą sobie. I rzeczywiście.

A ja już wiedziałem - mój wnuk „powiedział”, że ma zabrudzonego pampersa i że przyszła pora na posiłek.

Mam fajnego wnuka. I pierwszą „rozmowę” mamy już za sobą.


Rozmowa druga

"Bruno"

Mój wnuk ma już dwa tygodnie. Jeszcze nie mogę się pogodzić z tym, że jestem dziadkiem. W pracy się nie chwalę. Po co mają wyzywać mnie od „dziadków”, albo nie daj Boże - odeślą na emeryturę.

Malutek leżał sobie w łóżeczku w swoim pokoju i spał lekko posapując. Ładny. Buzia mu się zaokrągliła, znikły plamki i pomarszczenia. Teraz jest prawdziwym ślicznym niemowlaczkiem. Leżał na wznak, główkę miał lekko skierowaną na bok. Rączki trzymał podniesione do góry. Uśmiechnąłem się do siebie. Zrozumiałem. Mój wnuk mówił mi: „Jestem najedzony, mam sucho i czysto w pampersie, czuję się bezpiecznie. Nic mnie nie boli”.

Po dłuższej chwili przyglądania się zauważyłem, że maleństwo zaczyna się wiercić. Coś mu wyraźnie przeszkadzało w spokojnym śnie. Główkę odwracał z jednej na drugą stronę, stękał i ruszał nóżkami. Zagoniłem do roboty wszystkie moje szare komórki, żeby spróbowały zrozumieć, co mój wnuk do mnie mówi, ale nic z tego nie wyszło. A on coś do mnie „mówił”.

Nagle olśnienie. Może jest mu za gorąco. Mnie było gorąco od samego myślenia, może jemu też. Zdjąłem mu z nóżek ciepłą kołderkę. Westchnął i natychmiast przestał się wiercić i kopać nóżkami. Teraz było dobrze.

Dogadaliśmy się. Coraz bardziej podobają mi się nasze „rozmowy”.

Mój wnuk ma na imię Bruno.


Rozmowa trzecia

"Spacer"

Pogoda zachęcała do spaceru. Postanowiłem dziś dokonać heroicznego czynu – pierwszy raz wyjść na spacer z wnukiem, narażając się na spotkanie z kimś znajomym. I co mu wtedy powiem, kiedy zapyta kto leży w wózeczku? Na takiego synka jestem za stary, na dziadka – w moim przekonaniu – za młody. Trudno zaryzykuję. Pokusa na spacer z moim Brunem była zbyt wielka.

Kiedy zjawiłem się w domu Bruna, żeby zabrać go na spacer dowiedziałem się, że malutek był niespokojny całą noc i nadal coś mu przeszkadza. Pewnie ma te kłopotliwe wzdęcia. Bruno natychmiast „powiedział” mi, że źle się czuje. Lekko matowa skóra na buzi, zmęczone oczka, wykrzywione usta, podkurczanie nóżek, nerwowe kręcenie główką i odrzucanie rączek do tyłu „mówiły” mi wystarczająco wyraźnie. Do tego stękanie i płacz. Lekarstwo niewiele pomogło. Może pomoże spacer.

Spokojny kołyszący się ruch wózka uspokoił Bruna już po kilku minutach. Pewnie przypomniało mu się jak kołysała go mama, kiedy był w brzuszku. Znów poczuł się bezpieczny, a skurcze ustały. Zatrzymałem się na chwilę, chcąc sprawdzić, czy dobrze rozumiem, co Bruno do mnie „mówi”. Kiedy tylko wózek przestał się kołysać, Bruno zaniepokoił się. Ruszył niespokojnie główką, stękał i podkurczał nóżki. Usta w podkówkę ostrzegały, że zaraz będzie płakał. Już wiedziałem. Nie potrzeba było dalszych eksperymentów. Znów spokojny, kołyszący ruch wózka uspokoił mojego wnuka.

Szczęśliwie żaden znajomy się nie napatoczył.


Rozmowa czwarta:

"Ja"

To już miesiąc jak jestem dziadkiem. Trzeba to jakoś uczcić. Kupiłem pięknego dużego misia i wkroczyłem dumnie w próg pokoju mojego wnuka. Leżąc na pleckach, Bruno był bardzo zaaferowany swoimi paluszkami.

Pewnie trochę go dziwiło, że „to” się rusza, że można „to” spróbować, wkładając do buzi. Powtarzał tę zabawę w nieskończoność. Spojrzał na mnie kilka razy, ale misia „olał” całkowicie. Byłem nieco rozczarowany, bo pół godziny wybierałem pluszaka, żeby był kolorowy, miły w dotyku i miał ładną buzię.

Oczka i minka mojego wnuka „mówiły” mi wyraźnie: „Popatrz jak moje paluszki są interesujące. Są zawsze blisko, mogę je popróbować, wkładając do buzi i czuje to i buzią i paluszkami. To jestem „Ja” i to mnie teraz najbardziej interesuje. Ja teraz uczę się „Siebie”. Za kilka dni zainteresuję się inną częścią „Mnie” – moimi nóżkami. Tam są też paluszki, które będę wkładał do buzi. Potem jeszcze poznam brzuszek, choć go nie włożę do buzi. Ale on też jest „Mną”. To, co nie jest „Mną”, teraz mnie nie interesuje. Twój miś nie jest „Mną”; pobaw się nim sam. A jak chcesz sprawić mi przyjemność – pochyl się nade mną i uśmiechnij. Tak radośnie.”

No tak. Nie jest łatwo być dziadkiem. Muszę się od wnuka uczyć jakie kupować mu prezenty.


Rozmowa piąta:

"Nie bój się mnie"

Dzisiaj Bruno znów zajęty był poznawaniem swojego „Ja”. Kiedy uśmiechnięty nachyliłem się nad nim, spojrzał na mnie wesołymi oczkami i złożył minkę „w ciup”.

- Fajnie, że przyszedłeś. Lubię jak do mnie przychodzisz – mówiła jego zadowolona buzia.

Machnął kilka razy rączkami i nóżkami. Popatrzył na mnie uważnie jakby chciał powiedzieć, żebym go wziął na ręce i przytulił. Pamiętam z „ojcostwa”, że maleńkie niemowlaczki lubią być przytulane. Ale jak takie małe kruche maleństwo wziąć na ręce?

Delikatnie i bardzo ostrożnie włożyłem ręce pod plecki i podniosłem. Bruno najpierw był bardzo zaaferowany. Zaczął się ruszać całym ciałkiem. Przestraszyłem się, że mi wypadnie z rąk. On pewnie też doszedł do tego wniosku, bo rozwrzeszczał się.

- Trzymaj mnie pewnie, mocno, a nie tak jakbym był ze szkła. Nie bój się mnie – wywrzeszczał mój wnuk.

Przytuliłem go mocniej. Pokołysałem chwilę, dając mu do zrozumienia, że jest w dobrych i silnych rękach. Poskutkowało. Bruno uspokoił się, spojrzał najpierw na mnie, przyglądając się uważnie, a potem zainteresowało go jasne okno. To już nie było „Ja”, to był „Swiat”.

Jest taki malutki, taki miękki. Jeszcze nie utrzyma się w pionie sam, ale już się dogadujemy. Prawda Bruno?


Rozmowa szósta:

"Jestem silny"

Uprzedzony przez mamę, że dziecko śpi, wszedłem cicho do pokoju Bruna. Leżał sobie cichutko z otwartymi oczkami i oglądał swoje „Ja”. Kiedy pochyliłem się nad nim uśmiechnął się, jakby chciał powiedzieć:

- Fajnie, że przyszedłeś. Lubię jak do mnie przychodzisz.

- Ja też lubię cię odwiedzać i lubię z tobą rozmawiać.

Nagle zagulgotał wesoło i zaczął szybko ruszać rączkami i nóżkami, jakby się gimnastykował, albo biegł.

- Popatrz dziadku, jaki jestem silny, jak potrafię szybko ruszać rączkami i nóżkami – mówiły jego rozbawione oczka i uśmiechnięta buzia. Widać było, że radość go roznosi i że jest z siebie bardzo zadowolony.

Wziąłem brzdąca na ręce, ale widocznie mu się nie spodobało, że przerywam mu taką fajną zabawę, bo zaczął nieprzyjaźnie ostrzegawczo stękać. Przestał ruszać nóżkami i rączkami. Jego „mowa” dawała mi do zrozumienia, że zrobiłem coś, co mu się nie spodobało. Szybko położyłem go z powrotem do łóżeczka.

Buzia znów się roześmiała, a nóżki i rączki poszły w ruch. Bruno znowu był szczęśliwy, że może popisywać się przed dziadkiem. A dziadek był także zadowolony, że coraz lepiej dogaduje się z wnukiem.


Rozmowa siódma:

"Słownik"

Koledzy w pracy, którzy już wiedzą, że jestem dziadkiem i którym opowiadam o moich rozmowach z wnukiem, powątpiewają w to, że Bruno celowo i z rozmysłem do mnie „przemawia”.

- E tam, zdaje ci się. Co taki berbeć może „mówić”? Przypadkowe reakcje interpretujesz jako sygnały.

A ja tam swoje wiem. „Rozmawiam” z Brunem już trzy i pół miesiąca i doskonale wiem, co on do mnie mówi, tym bardziej, że na podobne sytuacje, reakcje są podobne:

- Kiedy chce, żeby zmienić pampersa – wierci się, trzepie nóżkami, podnosi brzuszek i stęka.

- Kiedy chce jeść – na początku mlaszcze na przemian, ze stękaniem, trzepie rączkami i wkłada rączkę lub zabawkę do buzi. Po dziesięciu minutach zaczyna się krzyk, prężenie i kopanie. Po dalszych pięciu minutach krzyk zmienia się w rozpaczliwy płacz.

- Zdenerwowany – zaciska piąstki, pręży się, krzyczy, uderza nóżkami. Buzia jest wykrzywiona w podkówkę.

- „Nie chcę tego” – trzepanie rączkami lub odrzucanie rączek w górę i odwracanie główki na boki, minka niezadowolona, oczka uciekają w bok.

- „Dobrze, że przyszedłeś. Baw się ze mną” – buzia uśmiechnięta, radosne trzepanie rączkami i nóżkami, próby podnoszenia główki. Śmiejące się oczka wpatrzone w dziadka.

- Weź mnie na ręce” – radosne trzepanie rączkami i nóżkami, naprężanie się i próby podnoszenia główki. Oczka patrzą wyczekującą. Po minucie zaczyna się stękanie, a potem krótki krzyk. Wzięty na ręce natychmiast się rozluźnia, uspokaja i ciekawie rozgląda, wyraźnie zadowolony, buzia pogodna.

No i co, niedowiarki? (to do moich kolegów z pracy).

Zdjęcia Malutków

Brak grafik